Category: Relacje (page 1 of 3)

Najsłodszy bieg w Polsce! :)

W niedzielę wzięliśmy udział w II Puszczykowskim biegu po Ciacho.

Lubię biegać w Puszczykowie, trasa jest po lesie i do łatwych nie należy.
Jednak atmosfera biegu i całych zawodów jest przyjazna.

Nie spieszyliśmy się za bardzo z wyjazdem na zawody.
Numery startowe odebraliśmy jakieś 25 min przed startem.
Szybko się przebraliśmy, założyliśmy numerki i poszliśmy się rozgrzać.
Było strasznie zimno! Także trzeba było zrobić kilka żwawych przebieżek, żeby nie wychłodzić organizmu.

Wystartowaliśmy o 12.
Trasę znałam już z wcześniejszych biegów także wiedziałam co mnie czeka.
Kompletnie nie wiedziałam czego spodziewać się podczas biegu, na jakie tempo stać mnie obecnie, czy znowu nie odezwie się żołądek lub inne problemy zdrowotne.
Nastawiona byłam bardzo pozytywnie. Wygrywałam głową, a to 89% sukcesu.
Ostatnio mało biegałam, treningi miały dystans 5-6km, więc wiele oczekiwać nie mogłam.
Czułam, że forma spadła i nie mogłam utrzymać średniego tempa 4:30min/km.
Kiedyś przychodziło mi to bez trudu jednak nie teraz.
Do tzw. biegnięcia „na maxa” dużo brakowało. Biegłam swobodnie z wyczuciem swojego organizmu.
Biegło mi się super, w głębi duszy bardzo się cieszyłam z biegania!
Sam fakt, że biegam jest dla mnie strasznie szczęśliwy. 🙂

Tak mijały powoli metry i kilometry.
Na około 3,3km w końcu pojawiły się jakieś znajome twarze.
Zgubiłam też opaskę, którą ściągnęłam, ponieważ było mi za gorąco.
Dzięki Przemek za odnalezienie jej! 😉
Pierwsze kółko minęło sprawnie i zaczęło się drugie.
Wiedziałam, że szału nie ma, ale moje wnętrze i głowa ogromnie się cieszyło, że biegnę.
Chciało już wpaść na metę całe szczęśliwe i uradowane.
To nieprawdopodobne jak kocham bieganie!:)

12311086_1007544655976982_794869521644137608_n

Minęły mnie dwie biegaczki, w sumie ze starszej kategorii . Pomyślałam sobie jak zawsze, że jeszcze je wyprzedzę, one biegną prawdopodobnie na maxa, a ja cieszę się biegiem.;)
Później na około 6km mijała mnie jakaś biegacza zziajany oddech słyszałam z daleka, zawsze podziwiam ludzi którzy wkładają tyle trudu w bieg. Ja sama biegłam na maxa chyba raz w życiu, gdy na zawodach w 3 gimnazjum udało mi się zająć pierwsze podium w życiu, wtedy na mecie prawie zemdlałam, a przynajmniej przez 15 minut dochodziłam do siebie leżąc na trawie.
Na zawodach tacy biegacze budzą we mnie respect, jednak przykro mi trochę, gdy przed metą ich często wyprzedzam.
Tak się stało i tym razem, nie pamiętam już który to był kilometr wybiegaliśmy z lasu i był zakręt w prawo tam też wyprzedziłam biegaczkę i zostawiłam ją w tyle.
Wiedziałam, że meta coraz bliżej więc mknęłam do przodu.
I stało się do mety został 1km. Przyspieszyłam – pomyślałam ‘a co mi tam’.
Przede mną biegły dwie wspomniane wyżej biegaczki.
Wyprzedziłam je i powiedziałam do nich, że już tylko 700m zostało.
Później zauważyłam biegacza, który idzie i krzyknęłam że tylko 600m żeby zaczął biec, meta jest blisko.
Na przedostatnim zakręcie przed metą starszy Pan powiedział do mnie, że mam się uśmiechnąć.
To jest niewiarygodne ile osób mi mówi i na zawodach i w życiu, gdy się nie uśmiecham chociażby na chwilę – uśmiechnij się!
Więc z szerokim uśmiechem pokonałam ostatnie 300m, wpadając na metę z czasem 39min:44s.
Jako 5 w kategorii K18 na 32. Open 12 kobieta na mecie na 118 startujących.

IMG_20151129_134258

Później odnalazłam moje osobiste Ciasteczko i poszliśmy zjeść pyszne ciasteczka. 🙂
W końcu to taki słodki bieg, a raczej najsłodsza meta w Polsce.

IMG_20151129_132337

Nasza dieta poszła w kosmos. Natomiast organizatorom gratulujemy świetnie zorganizowanego biegu i chcemy więcej. 🙂
Do zobaczenia w przyszłym roku!:)

IMG_20151129_133839

DSC_0798

Debiut w tym biegu miały buty Kalenji i szczerze to stały się moimi ulubionymi butami!
Mokre liście, błoto, podbiegi, zbiegi sa im nie strasznie i biegnie się w nich z przyjemnością!
Jestem pod wrażeniem! 🙂

II Marceliński Bieg Jesienny

Lasek Marceliński jest mi bardzo bliski.
Tutaj zaczynałam biegać, wracałam do biegania po kontuzji i była to dla mnie swego rodzaju oaza,
gdy mieszkałam w Poznaniu i wychodziłam na trening moje nogi biegły właśnie tam.

Dlatego nie wyobrażam sobie nie wziąć udziału w biegu zorganizowanym na Marcelinie.
Do tego wszystkiego, kiedyś wzięłam udział w pierwszej edycji biegu zorganizowanego na Marcelinie przez biegi.wlkp i zajęłam 3 miejsce. Pierwszy raz na podium w biegowej historii. Sentyment do biegów w tym miejscu pozostał.

W ostatnie dni towarzyszyło mi bardzo dużo stresu, co spowodowało to, że 3 noce bardzo mało spałam.
W dniu zawodów wstałam o 4:40, zjadłam owsiankę i pojechaliśmy do Poznania.
W samochodzie wypiłam jeszcze 3 łyki kawy.
Przed biegiem zjadłam bułki z dżemem. Wszystko jak zawsze, standardowo.

Zaczęłam jak zawsze i biegło mi się dobrze przez jakieś 4 km, później zaczęło się źle dziać.
Znowu odezwał się żołądek, który uporczywie nie odpuszczał.
Jeszcze do tego 6km jakoś miałam optymizm biegu. Myśli też były pozytywne, ‚on’ zawsze odpuszczał.
Ale nie tym razem! Na 7km wiedziałam, że muszę biec, bo jak się zatrzymam to padnę.
Sytuacja ta poprawiła się na 8km, nie było już mi tak słabo od tego bólu.
Gdzieś na 9km pojawiły się problemy z oddychaniem.
Pomimo tego, że było źle i fizycznie i psychicznie biegłam dalej. W głowie miałam cudowny medal, który dostanę na mecie.
I tutaj rozmyślałam o psychice biegacza. Pierwszy raz w życiu moja psychika zawodziła.
Zawsze na tych biegach byłam w czołówce lub blisko niej, a teraz mijają mnie osoby, które mijać nie powinny.
Wiedziałam, że nie mogę dać z siebie maxa, muszę wytrzymać i dobiec to było maximum na ten dzień.

IIMarcelin

Ten bieg dał mi wiele do myślenia. Chociaż nie mam pojęcia skąd nawrót moich problemów z żołądkiem, po przeleżeniu całego niedzielnego popołudnia w łóżku. Po przetrwaniu z bolącym żołądkiem poniedziałku w pracy postanowiłam, że udam się do lekarza po skierowanie na badania. Mam nadzieję, że je dostanę. Do tego zrobię 2 tygodnie przerwy od biegania. Ból żołądka często właśnie powraca przy bieganiu, więc może przerwa coś pomoże. Wyjątkiem będzie niedziela ponieważ wezmę udział w Biegu po Ciacho. 🙂

Bez tytułu

Mam nadzieję, że moja zła passa w końcu się skończy i wrócę do zdrowia, pełni sił oraz formy.
Chciałabym już się po ścigać chociaż sama ze sobą! Tyle fraaaajdy! :))))

Natomiast organizatorom gratuluję organizacji biegu na wysokim poziomie.
Moim zdaniem wszystko zagrało jak należy.
Biuro zawodów zorganizowane sprawnie.
Trasa oznakowana bardzo dobrze.
Osoby na trasach rozstawione prawidłowo nikt nie miał prawa zabłądzić.
Medal cudowny.
Same plusy, oby tak dalej! 🙂

DSC_0494

Dziękuję za szczęśliwą siódemkę!
Myślę, że to szczęście niosła mnie od startu do mety razem z bólem, pozwoliła wygrać. 🙂

DSC_0502

DSC_0506

RockRun Jarocin

Długo czekaliśmy na RockRun Jarocin i w końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień!
Ja startowałam na dystansie 10km, Paweł na dystansie półmaratonu.

Dodam jeszcze, że była to pierwsza edycja biegu w Jarocinie.
Tak naprawdę pierwszy bieg w tej okolicy.
Dlatego nie mogłam się doczekać, powiedziałam sobie, że przetruchtam dystans 10km z ogromną przyjemnością! 🙂

..a jak było?

Odbiór pakietów startowych przebiegł sprawnie.

DSC_6322

W niedzielę zjedliśmy typowe śniadanko biegaczy przed startem. 😉

IMG_20150920_094119

Dobrze zorganizowane były parkingi. Nie było problemu z zaparkowaniem samochodu.
Stanęliśmy na ulicy Maratońskiej, a wejście na Stadion było tylko kilka metrów od nas.
Także wszystko bardzo blisko. Co jest, przynajmniej dla mnie atutem organizacyjnym. 🙂

Start biegu godz. 12:15.

Zrobiliśmy rozgrzewkę i ustawiliśmy się na starcie.
Zapomniałabym! Jeszcze selfie musiało być. 🙂

IMG_20150920_120738

Przed startem szepnęliśmy sobie motywacyjne słówko i skupiliśmy się na starcie.
Cisza, cisza, wystrzał armaty! Ruszyliśmy!

Plan był – spokojnie byle do mety.
Tak też biegłam, spokojnie z wyczuciem organizmu.
Uśmiech nie schodził mi z twarzy ani na chwilę!
Tak się ogromnie cieszyłam, że biegnę!
Momentami już nie mogłam wytrzymać i śmiałam się jeszcze bardziej.
Zdarzało się, że łezki szczęścia mi leciały. 🙂

Po nawrotce Biegacze, którzy biegli jeszcze stroną w kierunku od startu mieli różne spojrzenia. 😀
Jedni widząc mój uśmiech i radość z biegu, uśmiechali się do mnie, a inni patrzyli z zdziwieniem,
jakby nie wiedzieli o co chodzi, że ja się tak cieszę. 🙂

No cóż, nie każdy ma takie endo bum szczęścia! 🙂

Kibice tez miło reagowali widząc moją radość. 😀

Kilometry wcale tak szybko nie mijały jak zwykle, ale było super.
Co prawda na pierwszych 4km walczyłam z bólem.
Ciężko jest opisać co to jest za ból, ale anemia daje o sobie znać.
Jednak biegłam ostrożnie, żeby przebiec dystans, wszystko z głową, nie chciałam paść na trasie.
Chciałam wbiec na metę z radością, chciałam dostać medal, chciałam później poczekać na mojego Biegacza. 🙂

Na 7km wyprzedziłam jeszcze 2 biegaczki, co dało mi 6 pozycję na trasie.
Mówiłam sobie „Madzia utrzymaj tempo, dasz radę, może uda Ci się wybiegać miejsce w kategorii.”

Tak więc do mety, biegłam równym tempem, wbiegłam na metę z czasem 47:37s.
Moja radość OGROMNA! :)))))))))

Bez tytułu

32f2ea81ad75f5673441a64d6ef6c6df78bbec09acd55fc4af77f92b43c538d0
Z takim uśmiechem biegłam cały dystans, momentami był jeszcze większy. 🙂

Start i meta były na Stadionie, strefa Finishera była około 100m od mety.
Bardzo fajne rozwiązanie. Czekały na nas woda, izotonik, babeczki, banany, winogrona i coś ciepłego.
Można było usiąść i spokojnie coś zjeść i nabrać sił. 🙂

Spotkałam znajomych, porozmawiałam umówiliśmy się na wspólne zdjęcie jak reszta osób się znajdzie.
..i tak nie mogłam wysiedzieć.
Czekałam na mojego Biegacza i miałam czekać na mecie, ale to nie w moim stylu!
Musiałam pokonać z nim te ostatnie metry, dodać mu sił, uśmiechnąć się. 🙂
Więc szłam od mety w stronę trasy, kibicowałam po drodze zawodnikom.
Miłe były też takie akcenty, jak kibicujesz komuś, a tu nagle ta osoba się pyta czy jestem „strong&fit?” 😀

Przeszłam około 1,2km i patrzę żółte buty, czarne spodenki, żółta koszulka, daszek, okulary – wszystko się zgadza!
Uśmiech od ucha do ucha, zacieszam i biegnę do Pawła. 🙂
I tak pokonaliśmy wspólnie ten ostatni kilometr.
On walczył ze sobą, ja próbowałam go wesprzeć.
I wyszlifowaliśmy ładną życiówkę 1h:36min. 🙂

IMG_20150920_152533

Dostałam jeszcze w międzyczasie sms’a, że jestem 6 open i 2 w kategorii K-18. 🙂

IMG_20150920_171155

RockRun Jarocin to bardzo dobrze zorganizowana impreza! Organizatorzy spisali się na medal. 🙂
Dobrze oznakowana trasa, tabliczki z kilometrami, dobre zabezpieczenie trasy.
Dobrze zorganizowany punkt odżywczy oraz nawrotka dla 10km i dalsza część na 21 km.
Przed pierwszym zawodnikiem jechał radiowóz i motocykl policyjny.
Medycy na trasie tez czuwali. Jedynie nie widziałam karetki na mecie, ale możliwe, że stała trochę dalej.
Na mecie nie było tłoku, ogromny plus. W związku z tym strefa Finishera była dalej.
W strefie tej też nic nie brakowało, bardzo dobrze zorganizowana.
Prysznice, szatnie – ok.
W depozycie również wszystko odbywało się sprawnie.
Same plusy. Jedynie co mnie zdemotywowało to czekanie na dekoracje.
Z planu wynikało, że będzie o 15:45, rozpoczęła się gdzieś ok 16:15.
Mogłoby odbyć się to wcześniej.
Pozwolę sobie na porównanie RockRun Jarocin do Biegu III Ćwierćmaratonu Muzycznego w Pile w którym brałam udział w zeszłym roku. Szczerze? Organizacja w Jarocinie była na dużo większym poziomie, bieg 10km i półmaraton zostały zorganizowane wzorowo. Natomiast jak na pierwszy raz to poziom – wow! Porównuję do Piły, ponieważ tam oczekiwałam, że będzie też fajnie zorganizowane wszystko, a był dużo gorszy poziom-standard imprezy. Także Jarocin – brawo! W przyszłym roku na pewno obstawa będzie dużo większa! 🙂

 

463a87c74312235fdb13b379b2b426657ea5ab6e8da72c6a86adf73bb3a5ea06

Szwecja w jeden dzień.

W końcu się doczekaliśmy!
Nadszedł dzień wyjazdu do Gdyni, z Gdyni do Karlskrony, rowerowy trening i powrót. 🙂

Z Poznania wyjechaliśmy pociągiem o 7:36.

DSC_0002
Continue reading

Wyprawa rowerowa z Poznania nad morze.

Gdy nie lubiłam jeździć rowerem pomyślałam sobie, że fajnie byłoby pojechać rowerem nad morze.
Po dwóch latach myślenia o kupnie roweru, zmobilizowałam się i go kupiłam.
Wtedy już byłam blisko zrealizowania mojego marzenia. Pozostał tylko do ustalenia termin i przejazd całej trasy.

Urlopy zostały zaplanowane.
Pogoda niestety płatała figle.

Nadszedł „ten dzień” 24 lipca.
Godzina 2 w nocy, pioruny, ulewa i wiatr wyrywa mnie ze snu.
Patrze przez okno i przecieram oczy ze zdziwienia.
Takiej ulewy, burzy, tego wszystkiego co działo się na zewnątrz nigdy nie widziałam w takim stopniu.
Deszcz padał BARDZO intensywnie, wiatr był ogromny, co chwilę grzmoty i niebo jasne od błyskawicy.

Dzwonię do Pawła mówię, że musi wstać i opowiadam jakie są warunki w Poznaniu.
Mamy ciągle nadzieję, że to wszystko do godziny 7 przejdzie.

Godz 6:30 Paweł przyjeżdża do mnie, zakłada sakwy na moją  Meridkę, pakuję się i ruszamy.
Nie ma złej pogody są tylko słabe charaktery? Owszem, wyruszyliśmy gdy padał deszcz. Co nas nie zabije to nas wzmocni. 🙂

DSC_5050

Wyjazd z Poznania, pierwsze 30km najgorsze.
Ruch na drodze bardzo intensywny, do tego deszcz, było dosyć niebezpiecznie.
Doszło nawet do takiej sytuacji, gdzie jest wysepka na środku drogi, jadę koło niej,
natomiast tir z tyłu zamiast poczekać, aż będę już za wysepką i mnie wyprzedzi to zaczął to robić w trakcie.
Mało co mnie nie zahaczył i nie zmiótł z drogi, zjechałam na pobocze poza drogę i na szczęście wyszłam z tego bez szwanku.
Wariatów na polskich drogach nie brakuje, rowerowa wyprawa utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
Jechaliśmy zaplanowaną wcześniej trasą, zmagając się z wiatrem i deszczem.
Deszcz później przestał padać i został sam wiatr.
Po drodze jedliśmy żele, batony, banany i magnez w pastylkach.

DSC_5060

20150723_160941

Jechało mi się bardzo ciężko i wiedziałam, że to nie przez sakwy, one nie mogły ograniczać mi tak szybkości.
Próbowałam powiedzieć Pawłowi, że coś jest nie tak no ale…
Na 100km powiedziałam „Paweł chyba mam zaciśnięty hamulec.”
W końcu, podziałało! Mężczyzną trzeba powiedzieć coś stanowczo, żeby zrozumieli. 😀
I co? I miałam rację! 100km męczarni, nie dosyć, że pod wiatr i w deszczu to jeszcze z zaciśniętym hamulcem!
Ale jak już był odblokowany jechało mi się tak super, tak jak zawsze!
Także kto jedzie 100km z zaciśniętym hamulcem, jest 1,5h w plecy i traci sporo energii.
Później od razu przyspieszyliśmy!

20150724_121135

Nocleg mieliśmy zaplanowany w Czaplinku.
Najgorsze było ostatnie 30km do Czaplinka z powodu remontu dróg.
Nierówna nawierzchnia utrudniała jazdę.
Do Czaplinka dojechaliśmy po 8h:28min jazdy.

IMG_20150723_203720
Tak wyglądaliśmy po 158km 🙂

Zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Regeneracja to podstawa! 😀

Dzień drugi. Pobudka wczesna, jednak komu się nie chce wstać ten wyjeżdża później.
Wyjechaliśmy ok 12.

DSC_5122
Z Czaplinka do Białogardu jechało się świetnie!
Szybko, zwinnie i pięknie! 🙂
Tamtejsza okolica jest cudowna 🙂

20150724_123647

20150724_121058

W Białogardzie mieliśmy się zatrzymać na chwilę, żeby zobaczyć się z Marcinem ( MarcinBiega)
Jednak Marcin okazał się być takim gadułą, że z 5 minut zrobiła się godzina! 🙂
Do tego jest drugą osobą w życiu, która mnie „przegadała” zazwyczaj ja mówię najwięcej… 😀
Bardzo miłe krótko – szybkie spotkanie i biegacze, którzy przerzucili się na rowery, zobaczcie sami :

DSC_5131

Marcin odprowadził nas na rowerze do rogatek miasta. Pojechaliśmy dalej.
Tutaj już tak kolorowo nie było. Znowu walka z wiatrem.
Do tego kilkanaście kilometrów jechaliśmy główną drogą, co prawda bocznym pasem,
ale mimo wszystko boję się rozpędzonych tirów jadących obok drogą.
Po drodze nauczyła się trochę zmieniać przerzutki, nigdy tego nie umiałam robić.
Paweł dał mi kilka wskazówek, żeby pod górkę jechało mi się łatwiej. 🙂
Nad morze zostało już tak niewiele kilometrów, a mi trasa się dłużyła.
Z głównej drogi zjechaliśmy w jakieś wioski i było tam strasznie nudno.
Już pragnęłam być nad morzem.

20150724_172807
Uśmiech mi nigdy z buźki nie schodzi 🙂

W końcu dojechaliśmy do drogi z Koszalina i pojechaliśmy w stronę Mielna.
Zajechaliśmy do Mielna, ale zamiast prosto na plażę, zaczęliśmy szukać noclegu!
Dzwonimy tu, tu, tu, tu i tam i nic nie ma! Wszystko zajęte!
Objechaliśmy całe Mielno i pojechaliśmy w stronę Mielenka.
Po kilkudziesięciu telefonach w końcu jeden okazał się szczęśliwy.
Znaleźliśmy nocleg w sumie na dwie doby. Także mieliśmy farta, inaczej noc na plaży gwarantowana. 🙂

..i w końcu dotarliśmy nad morze!!! :)))))

DSC_5416

Szczerze głównym celem wyjazdu było też zrobienie takiego zdjęcia. 😀

Łącznie przejechaliśmy 258km w 13h 20min. 🙂

Dzień 3. Jesteśmy nad morzem.
Od samiutkiego rana burza! Zjedliśmy śniadanko i obserwowaliśmy pogodę.
Na szczęście przestało padać. Postanowiliśmy pojechać z Mielenka do Gąsek.

IMG_20150725_113958
10km drogi, jechaliśmy drogą bliżej morza, gdzie momentami były kałuże na całą drogę!
Ale miałam stracha! 😀

20150725_104326

 

20150725_124036

DSC_5207

DSC_5213

DSC_5246

W Gąskach zjedliśmy obiad i nagle się wypogodziło!
Zrobiło się bardzo ciepło, więc stwierdziliśmy, że zostaniemy tam i pójdziemy na plażę.

DSC_5252
Trochę się pokąpaliśmy i poopalaliśmy, a Meridki w tym czasie odpoczęły sobie.

20150725_175200
Wyjazd z plaży 🙂

Z Gąsek pojechaliśmy do Mielna, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy do Mielenka. 🙂

Dzień 4. Pożegnanie z morzem.

IMG_20150726_110805

Pogoda niestety nie dopisuje. Jest chłodno i pada.
Pojechaliśmy do Mielna, zjedliśmy przepyszne lody.
(smak tych lodów pamiętam do dzisiaj i chętnie pojechałabym tam tylko po to żeby zjeść te lody 😀 )

..i poszliśmy pożegnać się z morzem. 🙂
Tak się żegnaliśmy, że fala nas podmyła!
Woda w butach pływała. 😉

DSC_5429

DSC_5457

Ostatni odcinek drogi Mielno – Koszalin.
Ścieżka dla rowerów, więc dobrze się jechało. 🙂

20150726_135606

Zapakowaliśmy Meridki do pociągu i ruszyliśmy w stronę domu.
Wszystko co dobre szybko się kończy! 🙂

IMG_20150726_164538

 

 

Merida i Meridek tak zgrali się ze sobą, że zaplanowali już swoje kolejne wyprawy.
My mamy tylko nadzieję, że będą nam na bieżąco zdradzać swoje plany rowerowe. 🙂
Ahh to rowerowe love. 🙂

.. i kilka zdjęć z nad morza już mniej sportowych. 🙂

DSC_5375a

IMG_20150725_164242

0000000

Older posts

© 2017 Strong & Fit Women

Theme by Anders NorenUp ↑