Strong & Fit Women

Zwiedzam świat biegając!

Category: Marzenia

GWiNT Ultra Cross – mój mini debiut

GWiNT Ultra Cross

odbył się w tym roku po raz szósty na dystansie 100mil (165km), 110km i 55km. Trasa biegu przebiegała przez trzy powiaty grodziski, wolsztyński i nowotomyski. Mini GWiNT Wolsztyn – Nowy Tomyśl.

Dlaczego zdecydowałam się na start w ultra i jaki dystans wybrałam?

Ja tylko chciałam, żeby meta nie była zbyt blisko. Mój niedosyt po maratońskich startach i mecie, która do tej pory była zbyt blisko spowodował, że chciałam pobiec dalej. Słyszałam sporo opinii o biegu GWiNT Ultra Cross i stwierdziłam, że start w tym biegu na dystansie 55km będzie dobrym rozwiązaniem na początek przygody z ultra. Czekałam z niecierpliwością, aż ruszą zapisy i szybciutko się zapisałam. Później już nie było odwrotu, trzeba było się przygotować i pobiec!

Mój niezbędnik na bieg

Mój niezbędnik na bieg

Czego oczekiwałam od startu w tym biegu?

Chciałam, żeby mnie ten dystans przeczołgał dosłownie i w przenośni, żebym była zmęczona, odczuła wysiłek i nie miała siły na więcej.

Jak wyglądał mój biegowy debiut?

Do Nowego Tomyśla przyjechaliśmy około 9:30. Poszłam odebrać pakiet startowy i udałam się do szatni, żeby przygotować się do biegu. Było jeszcze trochę czasu, więc oddałam rzeczy do depozytu i czekałam, aż ten czas minie.. ale wyjątkowo wolno leciał! Niecierpliwiąc się ok. 10:30 wyszłam na zewnątrz, stanęłam w Słoneczku i czekałam, aż będziemy wsiadać do autobusów, które zawiozą nas na start. Jadąc autobusem zastanawiałam się jak ugryzę ultra temat i odczułam po raz pierwszy tego dnia zmęczenie i spadek mocy. Dojechaliśmy na parking i udaliśmy się w kierunku startu, trzeba było trochę przyspieszyć i wyprzedzić większość osób, żeby zdążyć jeszcze do toalety. : D Bez tego ani rusz! Na szczęście kolejka była mała, więc raz, raz i idę na start. : D Zostało jakieś 10 minut. Zrobiłam zdjęcie, zawiązałam dobrze buty, złapałam GPS w zegarku i ustawiłam się na linii startu..

Pakiet startowy mini GWiNT Ultra Cross

START godz. 12:00

Tadam! Ruszyliśmy. Ustawiłam się bardziej z przodu, żeby móc swobodnie biec i nie kotłować w kolejce. Na pierwszych kilometrach miała być dosyć wąska ścieżka. Bieg zaczęłam z hamulcem, chociaż hamował zbyt słabo. Plan był na jeszcze wolniejszy początek, ale to nic. Postanowiłam złapać rytm i mknąć do mety. Jeszcze przed biegiem usłyszałam, że od 10km do bodajże 25km mają być podbiegi i będzie to najcięższy odcinek trasy. Pierwsze 10km minęło bardzo dobrze, trasa była fajna i dobrze się biegło. Jakie było moje zdziwienie jak dokładnie na 10km zobaczyłam pierwszą górkę, sporą górkę! Już wtedy wiedziałam, że łatwo nie będzie. Chociaż w tym roku po górach sporo kilometrów wybiegałam. Jednak wolę biegać w górach, niż po leśnych pagórkach. Na te leśne trasy jestem zbyt miętka. 😉 I tak sobie pomyślałam, na co ja się zapisałam! Jak przebiegnę te 55km?

5 minut do startu

Odliczałam od górki do górki. Pod górkę i z górki i tak przez około 10km. W sumie te górki nie były takie złe. Jednak boję się szybciej zbiegać, więc trochę na tym traciłam. Z kolei na niektóre górki lepiej było podejść, żeby łydek tak nie zmęczyć, a że woooolno chodzę to znowu byłam w plecy z czasem. No cóż mam takie swoje fobie, z którymi staram się walczyć, ale potrzeba czasu. Od czegoś są te ultra biegi, prawda?

Pierwszy punkt odżywczy zlokalizowany był na ok. 15km. Przybiłam piątkę mocy i pobiegłam dalej. Miło było usłyszeć kibiców i informację jesteś druga i  masz 4 minuty straty. Z uśmiechem i naładowana pozytywną energią pobiegłam dalej.

Pierwsze kilometry minęły dosyć szybko, ale było mi strasznie gorąco. Ścieżki wzdłuż pola i przebijające się Słońce, dawało taki efekt, że zamarzyłam o wbiegnięciu na metę i wypiciu 0,5l wody mineralnej duszkiem. 😉 Ale do zrealizowania tego marzenia była jeszcze długa droga..

Trasa biegu GWiNT Ultra Cross

Samotne kilometry mijały wolno. Zbyt wolno. Zazwyczaj łykam biegi za jednym razem i nawet nie zdążę się obrócić, a już jest meta. Tym razem tak nie było. Już po 20 którymś kilometrze zaczęłam odczuwać zmęczenie. To ewidentnie nie był mój dzień, dziwne uczucie zmęczenia towarzyszyło mi od początku biegu i zaczęło być jeszcze bardziej odczuwalne. Gdzie się podziała ta magiczna moc? Chyba została gdzieś w lesie, a może w moim kochanym Lasku Marcelińskim i na GWiNTa ze mną nie pojechała. No cóż, życie. : D

Na 29km minęła mnie Madzia, moja towarzyszka z autokaru. Więc już z nie byłam druga, a trzecia. Nie trwało to długo, bo na 31km minęła mnie kolejna Pani miło z jej strony, że zapytała się jak się trzymam. 😉 Dawałam radę, ale mocy to ja już nie miałam. : D Do mety za to były jeszcze 24km!

Gdzieś na trasie 😉

Trasa biegła różnymi ścieżkami, zwykłą leśną drogą, drużką wzdłuż pola, trochę miękkich piasków, przez jagody i konwalie, między drzewami w lesie, gdzie ścieżkę wybiegali biegacze, przez paprocie i chaszcze, dwa mostki z bajorkiem, trochę błotka, utwardzona i kamienista droga, trochę asfaltu. Górki też były różne, głównie z piaskiem, jak zobaczyłam pierwszy piaskowy zbieg – miałam chwilę dezorientacji jak to ugryźć. : D

Trasa biegu

Na 38km zatrzymałam się w punkcie odżywczym. Zjadłam pomarańczo, wpiłam trochę wody i opłukałam wodą ręce. Zabrałam jeszcze 2 ćwiartki pomarańczy na drogę i pobiegłam dalej.

Kiedy zaczyna się ultra bieg

Tadam! 42km i maraton w 4:19. Jak na trasę z ok. 10km górkami uważam, że czas maratoński całkiem spoko : D Teraz zaczynam dotąd nieznane mi kilometry. Niby tylko 13km i meta, ale chyba najcięższa trzynastka w moim życiu. Nie wiem skąd miałam brać siły na bieg jak ich zwyczajnie nie miałam? No nie miałam siły. Od samego początku czułam, że jadę na oparach mocy, ale teraz to już chyba rezerwa się załączyła. Naprawdę było mi wszystko jedno. Ciężkie to były kilometry. Po drodze mijałam się z tymi samymi biegaczami. Tak się mijaliśmy przez kilkanaście kilometrów całej trasy, jak ja zdobyłam więcej mocy byłam przed nimi, jak oni mieli więcej mocy, byli przede mną i tak to się w kółko kręciło. Gdzieś około ostatniej dyszki poznałam Pana Piotra, który mnie motywował. Za nic nie kazał się poddawać. 😉 Starałam się jak mogłam, ale ciężko było, oj ciężko.

Długa ta trasa była, nic mi czas nie uciekał. Naprawdę nie przepadam za bieganiem po takim terenie. Wolę już konkretne góry, tam mam więcej motywacji. Na takich ścieżkach nigdy nie lubiłam biegać.  No, ale wyjścia nie było i trzeba było jakoś ugryźć ten bieg.

10km do mety

Ostatnie kilometry biegły wąską ścieżką pomiędzy drzewami. Myślałam, że będzie tutaj już bardziej płasko, ale nie ma takiej opcji, trzeba było pomęczyć jeszcze trochę nogi. I tak 3km przed metą minęła mnie biegaczka, więc spadłam na piątą pozycję, ale było mi wszystko jedno. (Chyba ten wpis, będzie najbardziej demotywującym wpisem w moim życiu, ale to przez tą trasę, naprawdę nudzi mi się w takim terenie, a motywacji nie przybywa. :D) Zastanowiłam się, czy zdołam ją dogonić, ale widać było, że ma jeszcze moc w nogach, więc raczej nie dałabym rady. Generalnie cieszę się, że dziewczyny mnie wyprzedziły, bo należały im się te miejsca, ja byłam takim żółtodziobem na tym biegu.

Próbowałam się trochę podnieść na duchu i tłumaczyłam sobie, ze to już ostatnie kilometry, dasz radę Magdaleno. Wypatrywałam tylko taśm z przodu, żeby czasami na sam koniec źle nie pobiec. Po wybiegnięciu z lasu biegło się wąską ścieżką wzdłuż ogrodzenia i domów, później uliczkami między domami i w końcu dobiegłam gdzieś bardziej do centrum miasta. Czułam metę w powietrzu, ale nie wiedziałam gdzie dokładnie jest. Pewien Pan jadący na rowerze w moją stronę zapytał się, czy znam trasę do mety. Powiedziałam, że nie. Więc powiedział, że mnie poprowadzi i mam biec za nim. Ostatnie metry biegłam chodnikiem i Pan mnie informował, że np. teraz skręcamy w lewo i zaraz po pasach na prawo. Aż w końcu ujrzałam metę i na przekór wszystkiemu moc jeszcze była, bo mój standardowy finisz w postaci sprintu do mety zaliczyłam. 😉

Pełne skupienie, żeby nie spaść do bajorka. Fot. Forest-Camp

Atmosfera podczas biegu i całych zawodów bardzo sympatyczna. Fajnie było. Biegaczom humory dopisywały, więc było zabawnie. 😉 Jednak mimo wszystko było dużo samotnych kilometrów.

META: 55 km – 5h:54m:35s
śr. tempo 6:27 min/km
5 miejsce wśród kobiet na 82 zawodniczki
2 miejsce w K20 (miejsca się nie dublują przy nagrodach, więc zajęłam 1 miejsce w kategorii) na 12 zawodniczek
60 miejsce na 305 zawodników

1 miejsce w K20

Plan był utrzymać tempo 6:00 min/km do max 6:30min/km, a jakby nogi dobrze podawały to 5:45-50. Niestety to nie wyszło. Pierwszy raz nie mogłam złapać rytmu biegu, najprawdopodobniej wybiły mnie z rytmu górki i podłoże po którym nie przepadam biegać. Do tego odczucie, że to nie jest mój dzień. Nie tak to miało wyglądać.. No trudno. Wynik i tak jest lepszy niż planowałam i zdobyłam nowe biegowe doświadczenie z czego się bardzo cieszę.

Odpoczęłam dłuższą chwilę na mecie, energia wróciła i przeszła mi przez głowę myśl, mogłabym biec dalej. : D

Dlaczego nie zostałam Ultraską?

Jak zaczynałam biegać to biegami ultra były głównie biegi na dystansie od 100km. O krótszych nie słyszałam (albo było ich mało). Zachowując szacunek i uznanie dla prawdziwych Ultramaratończyków nie uważam się za Ultraskę. Bieg ultra kojarzy mi się z ekstremalnym wysiłkiem, wytrzymałością, determinacją, samozaparciem i osiągnięciem indywidualnego sukcesu. Biegaczy, którzy biegają prawdziwe ULTRA podziwiam, jesteście niesamowici!

Mini GWiNT stanowi dla mnie przetarcie przed ultra biegiem, jest to bieg tylko 13km dłuższy od maratonu. Tegoroczna trasa podobno była najtrudniejsza. Uważam, że udało mi się ją pokonać, jak na debiut w całkiem dobrym czasie. Planowałam ukończyć bieg w 6-7h, a o 5 z przodu nawet nie marzyłam. Po raz kolejny nieświadomie udowodniłam sobie, że potrafię osiągnąć wynik, który nawet nie przemknął mi przez myśl.

W nogach 55km biegu

Mówicie, że w przyszłym roku będzie jeszcze lepiej.

Ale przyszłego roku nie będzie. Stwierdziłam, że do ultra muszę dojrzeć i na pewno będę chciała przed trzydziestką (30ste urodziny) ponownie zmierzyć się z dłuższym dystansem. Jednak wolałabym pobiec taki bieg jesienią, ponieważ wiosną bieganie takich dystansy nie jest dla mnie. Zimą na tyle się nie rozbiegam, żeby w 100% być przygotowaną. Do tego często łapią mnie przeziębienia, które uniemożliwiają treningi. Będę oscylować w bieg 60-70km i raczej górski. Wstępnie planuje podejście numer 2 za dwa lata.

Na trasę biegu GWiNT Ultra Cross na pewno jeszcze wrócę, ponieważ mam z nią porachunki do wyrównania. Raz na własne życzenie dałam się jej przeczołgać, ale drugiego razu nie będzie. 😉 Wstępnie będzie to w roku 2024, żeby też jeszcze przed trzydziestką zdążyć. 😀

Podsumowanie biegu

Teraz wracam do mojego kochanego dystansu – maraton. Najpiękniej! 

 

Jak się przygotować do pobrania krwi? [dieta, trening, sen]

Podjąłeś w końcu decyzję – idę jutro rano zrobić badania! Super – gratuluję – jednak czy pomyślałeś, że do badań należy się przygotować? Nie bój się, nie jest to nic trudnego. Przedstawię Ci w kilku punktach, co możesz zrobić, żeby dobrze przygotować się do przeprowadzenia badań. Odpowiednie przygotowanie zapewni otrzymanie miarodajnych wyników.

Pobranie krwi wykonaj w godzinach porannych = 7:00 – 10:00. 

Jeżeli przyjmujesz leki musisz uzgodnić z lekarzem czas zażycia leków w dniu badania.

DIETA

Nie zmieniaj diety przed wykonywaniem badań, jedz to co jadłeś. Nie zaleca się wykonywania badań w przypadku głodówek oraz obfitych posiłków.

Badania wykonaj na czczo. Dzień wcześniej zjedz ostatni posiłek do godz. 18:00. Postaraj się zachować odstęp pomiędzy badaniami, a ostatnim posiłkiem min. 12h.  

Pamiętaj, żeby przed badaniami (od rana)  pić tylko czystą wodę (zalecana niewielka ilość), nie pij kawy, ani herbaty.

SEN

Na badania przyjdź wyspany – wypoczęty.

TRENING

W dniu poprzedzającym badania unikaj intensywnego wysiłku fizycznego, jeżeli musisz koniecznie zrobić trening – wykonaj lżejszy trening. Zaleca się zachowanie odstępu pomiędzy badaniami, a treningiem min. 12h. Spróbuj zmodyfikować plan treningowy tak, aby dzień przed badaniami stanowił regenerację.

Przed pobraniem krwi zaleca się chwilę odpoczynku – dosłownie kwadrans – w spokojnej pozycji siedzącej. Więc jak się będziesz spieszyć – nie biegnij na badania i przed pobraniem krwi usiądź na kilka minut. 😉

Kilka wskazówek spersonalizowanych pod badania:

ŻELAZO – Gdy wykonuję badania żelaza, staram się kilka dni wcześniej nie zażywać preparatu zawierającego żelazo, a w dniu poprzedzającym badanie staram się nie jeść produktów bogatych w żelazo. Dlatego, że nie chcę żeby wynik wyszedł zawyżony – oszukany.  😉 Tak samo w przypadku brania witamin i minerałów kilka dni przed badaniami nie biorę suplementów.

CHOLESTEROL (cholesterol HDL, cholesterol LDL, trójglicerydy)  – Kilka dni przed badaniem zalecane jest trzymanie diety, unikanie tłuszczu, alkoholu i palenia papierosów, a także spożywanie witaminy C, unikanie stresu i zwiększonego wysiłku.

GLUKOZA – Przed badaniem zaleca się nie żuć gumy, nie palić papierosów, nie pić soków owocowych, słodzonych napoi i kawy. Zjedzenie niewielkiego posiłku przed badaniem może wpłynąć na wzrost stężenia glukozy we krwi.

> Są i takie badania, które można wykonywać przez cały dzień i nie wpływa na nie np. zjedzenie posiłku. W tym celu skontaktuj się z pracownikiem punktu pobrań.

Nie wykonuj badania:

  • w czasie miesiączki
  • po intensywnym wysiłku fizycznym
  • po wypiciu alkoholu

Polecam kupienie badań przez stronę swisslab.pl Można sporo zaoszczędzić. Na stronie są przygotowane specjalne pakiety dla sportowców: Pakiet Sport A, Pakiet Sport B, Pakiet Sport C, Pakiet Badań Healthy Woman, Pakiet Badań Healthy Man i specjalny pakiet badań zanim rozpoczniesz dietę. 😉
Na stronie sprawdzisz najbliższą placówkę <SPRAWDŹ TUTAJ>

Mam specjalny rabat dla moich czytelników – 10% na www.swisslab.pl
Zamów badania online i oszczędzaj $$ 😉

Szwecja w jeden dzień.

W końcu się doczekaliśmy!
Nadszedł dzień wyjazdu do Gdyni, z Gdyni do Karlskrony, rowerowy trening i powrót. 🙂

Z Poznania wyjechaliśmy pociągiem o 7:36.

DSC_0002
Continue reading

Wyprawa rowerowa z Poznania nad morze

Gdy nie lubiłam jeździć rowerem pomyślałam sobie, że fajnie byłoby pojechać rowerem nad morze.
Po dwóch latach myślenia o kupnie roweru, zmobilizowałam się i go kupiłam.
Wtedy już byłam blisko zrealizowania mojego marzenia. Pozostał tylko do ustalenia termin i przejazd całej trasy.

Urlopy zostały zaplanowane.
Pogoda niestety płatała figle.

Rowerem nad morze z Poznania

Nadszedł „ten dzień” 24 lipca.
Godzina 2 w nocy, pioruny, ulewa i wiatr wyrywa mnie ze snu.
Patrze przez okno i przecieram oczy ze zdziwienia.
Takiej ulewy, burzy, tego wszystkiego co działo się na zewnątrz nigdy nie widziałam w takim stopniu.
Deszcz padał BARDZO intensywnie, wiatr był ogromny, co chwilę grzmoty i niebo jasne od błyskawicy.

Dzwonię do Pawła mówię, że musi wstać i opowiadam jakie są warunki w Poznaniu.
Mamy ciągle nadzieję, że to wszystko do godziny 7 przejdzie.

Godz 6:30 Paweł przyjeżdża do mnie, zakłada sakwy na moją  Meridkę, pakuję się i ruszamy.
Nie ma złej pogody są tylko słabe charaktery? Owszem, wyruszyliśmy gdy padał deszcz. Co nas nie zabije to nas wzmocni. 🙂

DSC_5050

Wyjazd z Poznania, pierwsze 30km najgorsze.
Ruch na drodze bardzo intensywny, do tego deszcz, było dosyć niebezpiecznie.
Doszło nawet do takiej sytuacji, gdzie jest wysepka na środku drogi, jadę koło niej, natomiast tir z tyłu zamiast poczekać, aż będę już za wysepką i mnie wyprzedzi to zaczął to robić w trakcie.
Mało co mnie nie zahaczył i nie zmiótł z drogi, zjechałam na pobocze poza drogę i na szczęście wyszłam z tego bez szwanku.
Wariatów na polskich drogach nie brakuje, rowerowa wyprawa utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
Jechaliśmy zaplanowaną wcześniej trasą, zmagając się z wiatrem i deszczem.
Deszcz później przestał padać i został sam wiatr.
Po drodze jedliśmy żele, batony, banany i magnez w pastylkach.

DSC_5060

 

20150723_160941

Jak wyglądały kolejne kilometry wyprawy rowerem z Poznania nad morze? 😉

Jechało mi się bardzo ciężko i wiedziałam, że to nie przez sakwy, one nie mogły ograniczać mi tak szybkości.
Próbowałam powiedzieć Pawłowi, że coś jest nie tak no ale…
Na 100km powiedziałam „Paweł chyba mam zaciśnięty hamulec.”
W końcu, podziałało! Mężczyzną trzeba powiedzieć coś stanowczo, żeby zrozumieli. 😀
I co? I miałam rację! 100km męczarni, nie dosyć, że pod wiatr i w deszczu to jeszcze z zaciśniętym hamulcem!
Ale jak już był odblokowany jechało mi się tak super, tak jak zawsze!
Także kto jedzie 100km z zaciśniętym hamulcem, jest 1,5h w plecy i traci sporo energii.
Później od razu przyspieszyliśmy!

20150724_121135

Nocleg mieliśmy zaplanowany w Czaplinku.
Najgorsze było ostatnie 30km do Czaplinka z powodu remontu dróg.
Nierówna nawierzchnia utrudniała jazdę.
Do Czaplinka dojechaliśmy po 8h:28min jazdy.

Wyprawa rowerowa z Poznania nad morze. Selfie po przejechaniu 158km 😉

Zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Regeneracja to podstawa! 😀

Drugi dzień wyprawy rowerowej nad morze 

Dzień drugi. Pobudka wczesna, jednak komu się nie chce wstać ten wyjeżdża później.
Wyjechaliśmy ok 12.

DSC_5122
Z Czaplinka do Białogardu jechało się świetnie!
Szybko, zwinnie i pięknie! 🙂
Tamtejsza okolica jest cudowna 🙂

20150724_123647

20150724_121058

W Białogardzie mieliśmy się zatrzymać na chwilę, żeby zobaczyć się z Marcinem ( MarcinBiega)
Jednak Marcin okazał się być takim gadułą, że z 5 minut zrobiła się godzina! 🙂
Do tego jest drugą osobą w życiu, która mnie „przegadała” zazwyczaj ja mówię najwięcej… 😀
Bardzo miłe krótko – szybkie spotkanie i biegacze, którzy przerzucili się na rowery, zobaczcie sami :

DSC_5131

Marcin odprowadził nas na rowerze do rogatek miasta. Pojechaliśmy dalej.
Tutaj już tak kolorowo nie było. Znowu walka z wiatrem.
Do tego kilkanaście kilometrów jechaliśmy główną drogą, co prawda bocznym pasem,
ale mimo wszystko boję się rozpędzonych tirów jadących obok drogą.
Po drodze nauczyła się trochę zmieniać przerzutki, nigdy tego nie umiałam robić.
Paweł dał mi kilka wskazówek, żeby pod górkę jechało mi się łatwiej. 🙂
Nad morze zostało już tak niewiele kilometrów, a mi trasa się dłużyła.
Z głównej drogi zjechaliśmy w jakieś wioski i było tam strasznie nudno.
Już pragnęłam być nad morzem.

20150724_172807
Uśmiech mi nigdy z buźki nie schodzi 🙂

W końcu dojechaliśmy do drogi z Koszalina i pojechaliśmy w stronę Mielna.
Zajechaliśmy do Mielna, ale zamiast prosto na plażę, zaczęliśmy szukać noclegu!
Dzwonimy tu, tu, tu, tu i tam i nic nie ma! Wszystko zajęte!
Objechaliśmy całe Mielno i pojechaliśmy w stronę Mielenka.
Po kilkudziesięciu telefonach w końcu jeden okazał się szczęśliwy.
Znaleźliśmy nocleg w sumie na dwie doby. Także mieliśmy farta, inaczej noc na plaży gwarantowana. 🙂

..i w końcu dotarliśmy nad morze!!! :)))))

Wyprawa rowerowa nad morze. Cel osiągnięty!

Szczerze głównym celem wyjazdu było też zrobienie takiego zdjęcia. 😀

Łącznie przejechaliśmy 258km w 13h 20min. 🙂

Dzień 3. Jesteśmy nad morzem.
Od samiutkiego rana burza! Zjedliśmy śniadanko i obserwowaliśmy pogodę.
Na szczęście przestało padać. Postanowiliśmy pojechać z Mielenka do Gąsek.

IMG_20150725_113958
10km drogi, jechaliśmy drogą bliżej morza, gdzie momentami były kałuże na całą drogę!
Ale miałam stracha! 😀

20150725_104326

 

20150725_124036

DSC_5207

DSC_5213

DSC_5246

W Gąskach zjedliśmy obiad i nagle się wypogodziło!
Zrobiło się bardzo ciepło, więc stwierdziliśmy, że zostaniemy tam i pójdziemy na plażę.

DSC_5252
Trochę się pokąpaliśmy i poopalaliśmy, a Meridki w tym czasie odpoczęły sobie.

20150725_175200
Wyjazd z plaży 🙂

Z Gąsek pojechaliśmy do Mielna, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy do Mielenka. 🙂

Dzień 4. Pożegnanie z morzem.

IMG_20150726_110805

Pogoda niestety nie dopisuje. Jest chłodno i pada.
Pojechaliśmy do Mielna, zjedliśmy przepyszne lody.
(smak tych lodów pamiętam do dzisiaj i chętnie pojechałabym tam tylko po to żeby zjeść te lody 😀 )

..i poszliśmy pożegnać się z morzem. 🙂
Tak się żegnaliśmy, że fala nas podmyła!
Woda w butach pływała. 😉

DSC_5429

DSC_5457

Ostatni odcinek drogi Mielno – Koszalin.
Ścieżka dla rowerów, więc dobrze się jechało. 🙂

20150726_135606

Zapakowaliśmy Meridki do pociągu i ruszyliśmy w stronę domu.
Wszystko co dobre szybko się kończy! 🙂

IMG_20150726_164538

 

 

Merida i Meridek tak zgrali się ze sobą, że zaplanowali już swoje kolejne wyprawy.
My mamy tylko nadzieję, że będą nam na bieżąco zdradzać swoje plany rowerowe. 🙂
Ahh to rowerowe love. 🙂

.. i kilka zdjęć z nad morza już mniej sportowych. 🙂

DSC_5375a

IMG_20150725_164242

0000000

Rowerowa wyprawa do Szwecji! :)

Każdy z nas ma małe i duże marzenia.
Kilka dni temu spełniłam swoje marzenie – pojechałam z Poznania rowerem nad morze.
Jednak nie można stać w miejscu, trzeba marzyć dalej i działać.
Tak właśnie powstało moje nowe marzenie!
Biorę Meridkę i jedziemy do Gdyni, z Gdyni promem do Szwecji.
Spędzamy cały dzień jeżdżąc po Karlskrone  robimy zdjęcia, zwiedzamy i jesteśmy przepełnione szczęściem. 🙂
Zadowolone wracamy promem do Polski. 🙂
Brzmi to tak cudownie, prawda?
Zrobię jeden krok – znajdę dogodny termin dla siebie, rezerwuję bilet i spełniam swoje marzenie. 🙂
To takie proste, trzeba działać i osiągać cel, a nie stać w miejscu i zastanawiać się! 🙂

DSC_5207

Rejsy do Szwecji zaciekawiły mnie. 🙂

Zarówno miłośnik biegania i roweru znajdzie opcję dla siebie. 🙂

„BIEGOWY POTOP SZWEDZKI”

Spędzasz dwie noce na statku Stena Line Vision (rejs do Szwecji i powrót) możesz spać w kabinie lub się bawić na pokładzie 😀
Rano czeka na Ciebie śniadanie – obfity bufet szwedzki. 🙂 Na skandynawskim lądzie wybierasz odpowiednią dla siebie trasę i ruszasz z nowo poznanymi zakręconymi pozytywnie biegaczami na trening. 🙂 Później w programie przewidziane jest jeszcze zwiedzanie Karlskrony! 🙂 Dzień pełen atrakcji, noce pełne wrażeń i zabawy. 🙂 Ahh i żebyście zapamiętali tę wyprawę na dłużej – dostaniecie pamiątkowy medal! 🙂

biegowy_potop_logo_stena_09_2015_1280x502

Więcej informacji znajdziecie na stronie :  http://www.stenaline.pl/do-szwecji/rejsy-turystyczne/biegowy-potop

„ROWEROWY POTOP AZS”

Wolisz rower od biegania? To ten „potop” będzie idealny dla Ciebie! 🙂

Spędzisz dwie przepełnione zabawą noce na statku Stena Line, a w Szwecji wybierzesz jedną z pięciu rowerowych tras!
35, 60, 75, 95 a może 100km? Decyzja należy do Ciebie. Znasz swoją formę i wiesz na co Cię stać.
Czym forma będzie lepsza, tym więcej zwiedzisz ! To Ci Psikus 🙂

trasa

Opis 100km trasy brzmi kusząco! I ja się na nią skuszę!
Nie mogę się już doczekać mojej wyprawy. 🙂
Ty też nie zwlekaj i zapisz się już dziś. 🙂
Myślę, że warto. 🙂

rowerowy_potop_280x170

Więcej informacji o rowerowym potopie : http://www.stenaline.pl/do-szwecji/rejsy-turystyczne/rowerowy-potop

Rejsy do Szwecji z opisu są bardzo kuszące. Najchętniej pojechałabym na biegowy i rowerowy.
Jednak na rowerze mogę więcej zobaczyć i obiecałam sobie, że Meridka zwiedzi trochę świata!
Na samą myśl o kolejnej rowerowej przygodzie mam miliony endorfin i ogromny uśmiech na twarzy! :)))))))

© 2019 Strong & Fit Women

Theme by Anders NorenUp ↑