Strong & Fit Women

Zwiedzam świat biegając!

Category: Relacje (page 2 of 3)

II Marceliński Bieg Jesienny

Lasek Marceliński jest mi bardzo bliski.
Tutaj zaczynałam biegać, wracałam do biegania po kontuzji i była to dla mnie swego rodzaju oaza,
gdy mieszkałam w Poznaniu i wychodziłam na trening moje nogi biegły właśnie tam.

Dlatego nie wyobrażam sobie nie wziąć udziału w biegu zorganizowanym na Marcelinie.
Do tego wszystkiego, kiedyś wzięłam udział w pierwszej edycji biegu zorganizowanego na Marcelinie przez biegi.wlkp i zajęłam 3 miejsce. Pierwszy raz na podium w biegowej historii. Sentyment do biegów w tym miejscu pozostał.

W ostatnie dni towarzyszyło mi bardzo dużo stresu, co spowodowało to, że 3 noce bardzo mało spałam.
W dniu zawodów wstałam o 4:40, zjadłam owsiankę i pojechaliśmy do Poznania.
W samochodzie wypiłam jeszcze 3 łyki kawy.
Przed biegiem zjadłam bułki z dżemem. Wszystko jak zawsze, standardowo.

Zaczęłam jak zawsze i biegło mi się dobrze przez jakieś 4 km, później zaczęło się źle dziać.
Znowu odezwał się żołądek, który uporczywie nie odpuszczał.
Jeszcze do tego 6km jakoś miałam optymizm biegu. Myśli też były pozytywne, 'on’ zawsze odpuszczał.
Ale nie tym razem! Na 7km wiedziałam, że muszę biec, bo jak się zatrzymam to padnę.
Sytuacja ta poprawiła się na 8km, nie było już mi tak słabo od tego bólu.
Gdzieś na 9km pojawiły się problemy z oddychaniem.
Pomimo tego, że było źle i fizycznie i psychicznie biegłam dalej. W głowie miałam cudowny medal, który dostanę na mecie.
I tutaj rozmyślałam o psychice biegacza. Pierwszy raz w życiu moja psychika zawodziła.
Zawsze na tych biegach byłam w czołówce lub blisko niej, a teraz mijają mnie osoby, które mijać nie powinny.
Wiedziałam, że nie mogę dać z siebie maxa, muszę wytrzymać i dobiec to było maximum na ten dzień.

IIMarcelin

Ten bieg dał mi wiele do myślenia. Chociaż nie mam pojęcia skąd nawrót moich problemów z żołądkiem, po przeleżeniu całego niedzielnego popołudnia w łóżku. Po przetrwaniu z bolącym żołądkiem poniedziałku w pracy postanowiłam, że udam się do lekarza po skierowanie na badania. Mam nadzieję, że je dostanę. Do tego zrobię 2 tygodnie przerwy od biegania. Ból żołądka często właśnie powraca przy bieganiu, więc może przerwa coś pomoże. Wyjątkiem będzie niedziela ponieważ wezmę udział w Biegu po Ciacho. 🙂

Bez tytułu

Mam nadzieję, że moja zła passa w końcu się skończy i wrócę do zdrowia, pełni sił oraz formy.
Chciałabym już się po ścigać chociaż sama ze sobą! Tyle fraaaajdy! :))))

Natomiast organizatorom gratuluję organizacji biegu na wysokim poziomie.
Moim zdaniem wszystko zagrało jak należy.
Biuro zawodów zorganizowane sprawnie.
Trasa oznakowana bardzo dobrze.
Osoby na trasach rozstawione prawidłowo nikt nie miał prawa zabłądzić.
Medal cudowny.
Same plusy, oby tak dalej! 🙂

DSC_0494

Dziękuję za szczęśliwą siódemkę!
Myślę, że to szczęście niosła mnie od startu do mety razem z bólem, pozwoliła wygrać. 🙂

DSC_0502

DSC_0506

RockRun Jarocin

Długo czekaliśmy na RockRun Jarocin i w końcu nadszedł ten wyczekiwany dzień!
Ja startowałam na dystansie 10km, Paweł na dystansie półmaratonu.

Dodam jeszcze, że była to pierwsza edycja biegu w Jarocinie.
Tak naprawdę pierwszy bieg w tej okolicy.
Dlatego nie mogłam się doczekać, powiedziałam sobie, że przetruchtam dystans 10km z ogromną przyjemnością! 🙂

..a jak było?

Odbiór pakietów startowych przebiegł sprawnie.

DSC_6322

W niedzielę zjedliśmy typowe śniadanko biegaczy przed startem. 😉

IMG_20150920_094119

Dobrze zorganizowane były parkingi. Nie było problemu z zaparkowaniem samochodu.
Stanęliśmy na ulicy Maratońskiej, a wejście na Stadion było tylko kilka metrów od nas.
Także wszystko bardzo blisko. Co jest, przynajmniej dla mnie atutem organizacyjnym. 🙂

Start biegu godz. 12:15.

Zrobiliśmy rozgrzewkę i ustawiliśmy się na starcie.
Zapomniałabym! Jeszcze selfie musiało być. 🙂

IMG_20150920_120738

Przed startem szepnęliśmy sobie motywacyjne słówko i skupiliśmy się na starcie.
Cisza, cisza, wystrzał armaty! Ruszyliśmy!

Plan był – spokojnie byle do mety.
Tak też biegłam, spokojnie z wyczuciem organizmu.
Uśmiech nie schodził mi z twarzy ani na chwilę!
Tak się ogromnie cieszyłam, że biegnę!
Momentami już nie mogłam wytrzymać i śmiałam się jeszcze bardziej.
Zdarzało się, że łezki szczęścia mi leciały. 🙂

Po nawrotce Biegacze, którzy biegli jeszcze stroną w kierunku od startu mieli różne spojrzenia. 😀
Jedni widząc mój uśmiech i radość z biegu, uśmiechali się do mnie, a inni patrzyli z zdziwieniem,
jakby nie wiedzieli o co chodzi, że ja się tak cieszę. 🙂

No cóż, nie każdy ma takie endo bum szczęścia! 🙂

Kibice tez miło reagowali widząc moją radość. 😀

Kilometry wcale tak szybko nie mijały jak zwykle, ale było super.
Co prawda na pierwszych 4km walczyłam z bólem.
Ciężko jest opisać co to jest za ból, ale anemia daje o sobie znać.
Jednak biegłam ostrożnie, żeby przebiec dystans, wszystko z głową, nie chciałam paść na trasie.
Chciałam wbiec na metę z radością, chciałam dostać medal, chciałam później poczekać na mojego Biegacza. 🙂

Na 7km wyprzedziłam jeszcze 2 biegaczki, co dało mi 6 pozycję na trasie.
Mówiłam sobie „Madzia utrzymaj tempo, dasz radę, może uda Ci się wybiegać miejsce w kategorii.”

Tak więc do mety, biegłam równym tempem, wbiegłam na metę z czasem 47:37s.
Moja radość OGROMNA! :)))))))))

Bez tytułu

32f2ea81ad75f5673441a64d6ef6c6df78bbec09acd55fc4af77f92b43c538d0
Z takim uśmiechem biegłam cały dystans, momentami był jeszcze większy. 🙂

Start i meta były na Stadionie, strefa Finishera była około 100m od mety.
Bardzo fajne rozwiązanie. Czekały na nas woda, izotonik, babeczki, banany, winogrona i coś ciepłego.
Można było usiąść i spokojnie coś zjeść i nabrać sił. 🙂

Spotkałam znajomych, porozmawiałam umówiliśmy się na wspólne zdjęcie jak reszta osób się znajdzie.
..i tak nie mogłam wysiedzieć.
Czekałam na mojego Biegacza i miałam czekać na mecie, ale to nie w moim stylu!
Musiałam pokonać z nim te ostatnie metry, dodać mu sił, uśmiechnąć się. 🙂
Więc szłam od mety w stronę trasy, kibicowałam po drodze zawodnikom.
Miłe były też takie akcenty, jak kibicujesz komuś, a tu nagle ta osoba się pyta czy jestem „strong&fit?” 😀

Przeszłam około 1,2km i patrzę żółte buty, czarne spodenki, żółta koszulka, daszek, okulary – wszystko się zgadza!
Uśmiech od ucha do ucha, zacieszam i biegnę do Pawła. 🙂
I tak pokonaliśmy wspólnie ten ostatni kilometr.
On walczył ze sobą, ja próbowałam go wesprzeć.
I wyszlifowaliśmy ładną życiówkę 1h:36min. 🙂

IMG_20150920_152533

Dostałam jeszcze w międzyczasie sms’a, że jestem 6 open i 2 w kategorii K-18. 🙂

IMG_20150920_171155

RockRun Jarocin to bardzo dobrze zorganizowana impreza! Organizatorzy spisali się na medal. 🙂
Dobrze oznakowana trasa, tabliczki z kilometrami, dobre zabezpieczenie trasy.
Dobrze zorganizowany punkt odżywczy oraz nawrotka dla 10km i dalsza część na 21 km.
Przed pierwszym zawodnikiem jechał radiowóz i motocykl policyjny.
Medycy na trasie tez czuwali. Jedynie nie widziałam karetki na mecie, ale możliwe, że stała trochę dalej.
Na mecie nie było tłoku, ogromny plus. W związku z tym strefa Finishera była dalej.
W strefie tej też nic nie brakowało, bardzo dobrze zorganizowana.
Prysznice, szatnie – ok.
W depozycie również wszystko odbywało się sprawnie.
Same plusy. Jedynie co mnie zdemotywowało to czekanie na dekoracje.
Z planu wynikało, że będzie o 15:45, rozpoczęła się gdzieś ok 16:15.
Mogłoby odbyć się to wcześniej.
Pozwolę sobie na porównanie RockRun Jarocin do Biegu III Ćwierćmaratonu Muzycznego w Pile w którym brałam udział w zeszłym roku. Szczerze? Organizacja w Jarocinie była na dużo większym poziomie, bieg 10km i półmaraton zostały zorganizowane wzorowo. Natomiast jak na pierwszy raz to poziom – wow! Porównuję do Piły, ponieważ tam oczekiwałam, że będzie też fajnie zorganizowane wszystko, a był dużo gorszy poziom-standard imprezy. Także Jarocin – brawo! W przyszłym roku na pewno obstawa będzie dużo większa! 🙂

 

463a87c74312235fdb13b379b2b426657ea5ab6e8da72c6a86adf73bb3a5ea06

Szwecja w jeden dzień.

W końcu się doczekaliśmy!
Nadszedł dzień wyjazdu do Gdyni, z Gdyni do Karlskrony, rowerowy trening i powrót. 🙂

Z Poznania wyjechaliśmy pociągiem o 7:36.

DSC_0002
Continue reading

Wyprawa rowerowa z Poznania nad morze

Gdy nie lubiłam jeździć rowerem pomyślałam sobie, że fajnie byłoby pojechać rowerem nad morze.
Po dwóch latach myślenia o kupnie roweru, zmobilizowałam się i go kupiłam.
Wtedy już byłam blisko zrealizowania mojego marzenia. Pozostał tylko do ustalenia termin i przejazd całej trasy.

Urlopy zostały zaplanowane.
Pogoda niestety płatała figle.

Rowerem nad morze z Poznania

Nadszedł „ten dzień” 24 lipca.
Godzina 2 w nocy, pioruny, ulewa i wiatr wyrywa mnie ze snu.
Patrze przez okno i przecieram oczy ze zdziwienia.
Takiej ulewy, burzy, tego wszystkiego co działo się na zewnątrz nigdy nie widziałam w takim stopniu.
Deszcz padał BARDZO intensywnie, wiatr był ogromny, co chwilę grzmoty i niebo jasne od błyskawicy.

Dzwonię do Pawła mówię, że musi wstać i opowiadam jakie są warunki w Poznaniu.
Mamy ciągle nadzieję, że to wszystko do godziny 7 przejdzie.

Godz 6:30 Paweł przyjeżdża do mnie, zakłada sakwy na moją  Meridkę, pakuję się i ruszamy.
Nie ma złej pogody są tylko słabe charaktery? Owszem, wyruszyliśmy gdy padał deszcz. Co nas nie zabije to nas wzmocni. 🙂

DSC_5050

Wyjazd z Poznania, pierwsze 30km najgorsze.
Ruch na drodze bardzo intensywny, do tego deszcz, było dosyć niebezpiecznie.
Doszło nawet do takiej sytuacji, gdzie jest wysepka na środku drogi, jadę koło niej, natomiast tir z tyłu zamiast poczekać, aż będę już za wysepką i mnie wyprzedzi to zaczął to robić w trakcie.
Mało co mnie nie zahaczył i nie zmiótł z drogi, zjechałam na pobocze poza drogę i na szczęście wyszłam z tego bez szwanku.
Wariatów na polskich drogach nie brakuje, rowerowa wyprawa utwierdziła mnie w tym przekonaniu.
Jechaliśmy zaplanowaną wcześniej trasą, zmagając się z wiatrem i deszczem.
Deszcz później przestał padać i został sam wiatr.
Po drodze jedliśmy żele, batony, banany i magnez w pastylkach.

DSC_5060

 

20150723_160941

Jak wyglądały kolejne kilometry wyprawy rowerem z Poznania nad morze? 😉

Jechało mi się bardzo ciężko i wiedziałam, że to nie przez sakwy, one nie mogły ograniczać mi tak szybkości.
Próbowałam powiedzieć Pawłowi, że coś jest nie tak no ale…
Na 100km powiedziałam „Paweł chyba mam zaciśnięty hamulec.”
W końcu, podziałało! Mężczyzną trzeba powiedzieć coś stanowczo, żeby zrozumieli. 😀
I co? I miałam rację! 100km męczarni, nie dosyć, że pod wiatr i w deszczu to jeszcze z zaciśniętym hamulcem!
Ale jak już był odblokowany jechało mi się tak super, tak jak zawsze!
Także kto jedzie 100km z zaciśniętym hamulcem, jest 1,5h w plecy i traci sporo energii.
Później od razu przyspieszyliśmy!

20150724_121135

Nocleg mieliśmy zaplanowany w Czaplinku.
Najgorsze było ostatnie 30km do Czaplinka z powodu remontu dróg.
Nierówna nawierzchnia utrudniała jazdę.
Do Czaplinka dojechaliśmy po 8h:28min jazdy.

Wyprawa rowerowa z Poznania nad morze. Selfie po przejechaniu 158km 😉

Zjedliśmy kolację i poszliśmy spać. Regeneracja to podstawa! 😀

Drugi dzień wyprawy rowerowej nad morze 

Dzień drugi. Pobudka wczesna, jednak komu się nie chce wstać ten wyjeżdża później.
Wyjechaliśmy ok 12.

DSC_5122
Z Czaplinka do Białogardu jechało się świetnie!
Szybko, zwinnie i pięknie! 🙂
Tamtejsza okolica jest cudowna 🙂

20150724_123647

20150724_121058

W Białogardzie mieliśmy się zatrzymać na chwilę, żeby zobaczyć się z Marcinem ( MarcinBiega)
Jednak Marcin okazał się być takim gadułą, że z 5 minut zrobiła się godzina! 🙂
Do tego jest drugą osobą w życiu, która mnie „przegadała” zazwyczaj ja mówię najwięcej… 😀
Bardzo miłe krótko – szybkie spotkanie i biegacze, którzy przerzucili się na rowery, zobaczcie sami :

DSC_5131

Marcin odprowadził nas na rowerze do rogatek miasta. Pojechaliśmy dalej.
Tutaj już tak kolorowo nie było. Znowu walka z wiatrem.
Do tego kilkanaście kilometrów jechaliśmy główną drogą, co prawda bocznym pasem,
ale mimo wszystko boję się rozpędzonych tirów jadących obok drogą.
Po drodze nauczyła się trochę zmieniać przerzutki, nigdy tego nie umiałam robić.
Paweł dał mi kilka wskazówek, żeby pod górkę jechało mi się łatwiej. 🙂
Nad morze zostało już tak niewiele kilometrów, a mi trasa się dłużyła.
Z głównej drogi zjechaliśmy w jakieś wioski i było tam strasznie nudno.
Już pragnęłam być nad morzem.

20150724_172807
Uśmiech mi nigdy z buźki nie schodzi 🙂

W końcu dojechaliśmy do drogi z Koszalina i pojechaliśmy w stronę Mielna.
Zajechaliśmy do Mielna, ale zamiast prosto na plażę, zaczęliśmy szukać noclegu!
Dzwonimy tu, tu, tu, tu i tam i nic nie ma! Wszystko zajęte!
Objechaliśmy całe Mielno i pojechaliśmy w stronę Mielenka.
Po kilkudziesięciu telefonach w końcu jeden okazał się szczęśliwy.
Znaleźliśmy nocleg w sumie na dwie doby. Także mieliśmy farta, inaczej noc na plaży gwarantowana. 🙂

..i w końcu dotarliśmy nad morze!!! :)))))

Wyprawa rowerowa nad morze. Cel osiągnięty!

Szczerze głównym celem wyjazdu było też zrobienie takiego zdjęcia. 😀

Łącznie przejechaliśmy 258km w 13h 20min. 🙂

Dzień 3. Jesteśmy nad morzem.
Od samiutkiego rana burza! Zjedliśmy śniadanko i obserwowaliśmy pogodę.
Na szczęście przestało padać. Postanowiliśmy pojechać z Mielenka do Gąsek.

IMG_20150725_113958
10km drogi, jechaliśmy drogą bliżej morza, gdzie momentami były kałuże na całą drogę!
Ale miałam stracha! 😀

20150725_104326

 

20150725_124036

DSC_5207

DSC_5213

DSC_5246

W Gąskach zjedliśmy obiad i nagle się wypogodziło!
Zrobiło się bardzo ciepło, więc stwierdziliśmy, że zostaniemy tam i pójdziemy na plażę.

DSC_5252
Trochę się pokąpaliśmy i poopalaliśmy, a Meridki w tym czasie odpoczęły sobie.

20150725_175200
Wyjazd z plaży 🙂

Z Gąsek pojechaliśmy do Mielna, zrobiliśmy zakupy i wróciliśmy do Mielenka. 🙂

Dzień 4. Pożegnanie z morzem.

IMG_20150726_110805

Pogoda niestety nie dopisuje. Jest chłodno i pada.
Pojechaliśmy do Mielna, zjedliśmy przepyszne lody.
(smak tych lodów pamiętam do dzisiaj i chętnie pojechałabym tam tylko po to żeby zjeść te lody 😀 )

..i poszliśmy pożegnać się z morzem. 🙂
Tak się żegnaliśmy, że fala nas podmyła!
Woda w butach pływała. 😉

DSC_5429

DSC_5457

Ostatni odcinek drogi Mielno – Koszalin.
Ścieżka dla rowerów, więc dobrze się jechało. 🙂

20150726_135606

Zapakowaliśmy Meridki do pociągu i ruszyliśmy w stronę domu.
Wszystko co dobre szybko się kończy! 🙂

IMG_20150726_164538

 

 

Merida i Meridek tak zgrali się ze sobą, że zaplanowali już swoje kolejne wyprawy.
My mamy tylko nadzieję, że będą nam na bieżąco zdradzać swoje plany rowerowe. 🙂
Ahh to rowerowe love. 🙂

.. i kilka zdjęć z nad morza już mniej sportowych. 🙂

DSC_5375a

IMG_20150725_164242

0000000

Bydgoszcz Triathlon z perspektywy kibica.

Niedziela, godz. 4:00 głos budzika wybudza nas ze snu.
To już? Już trzeba wstać?
Paweł chciał być na 6:00 na miejscu, więc nie było innego wyjścia jak wyrwać się ze snu w środku nocy.
„Ja tu tylko sprzątam” to jest jego start i on o wszystkim decyduje.
Wiadomo, że trzeba zrobić wszystko żeby zminimalizować stres przed startowy.
Na śniadanie owsianka, którą jadłam już po drodze w samochodzie.

Na miejsce dotarliśmy kilka minut po godzinie 6.
IMG_20150712_065810
Odebraliśmy pakiet startowy, zrobiliśmy zdjęcia i poszliśmy przygotować Meridkę.

b43f94534ed40a8f20752a387d864ce54bc49ff93f6925a6d92738fc02944ce6

IMG_20150712_064005
Nie rozumiem w czym pomaga napis nad strzałką..
Powinien być napis „biuro zawodów” lub coś w ten deseń.
Organizacyjna wtopa. Szykując Meridę na parkingu z 30 osób pytało się nas gdzie jest biuro zawodów…

Ok 7:30 Paweł poszedł do strefy zmian, żeby zostawić rower i inne zmianowe i pomocne rzeczy.

DSC_4426

DSC_4430

DSC_4436

Był jeszcze czas na krótki odpoczynek w samochodzie oraz zorientowanie się co, gdzie i jak.

DSC_4443

Bardzo się denerwowałam czy ogarnę to, żeby być tu i tu i tu,
czyli na pływaniu, rowerze, bieganiu i mecie.
Jacie kręce, ale ten triathlon zakręcony!
Jeszcze robią po dwa kółka, ja bym się chyba zakręciła – myślałam.

Paweł nie dawał po sobie znać, że jest zdenerwowany, więc ja byłam trochę spokojniejsza.
Jednak w głębi duszy tak się stresowałam, żeby wszystko zatrybiło.
Najbardziej obawialiśmy się roweru, ponieważ ostatnie 2 tygodnie Meridka miała bardzo problematyczne dni.
Jeszcze 1,5 tyg. przed startem po nieudanym treningu, gdzie Meridka znowu nawaliła powiedział, że to koniec,
nie wystartuje, bo nie ma na czym. Koniec z jazdą na rowerze, koniec z treningami, miał dosyć i był wkurzony na Meridę.
Jednak w głębi duszy wierzyłam, że wystartuje. Razem z Meridą tworzą „jedność” sporo pracowali na sukces, wisienką treningową miał być właśnie start w Triathlon Bydgoszcz na dystansie 1/4 Ironmen. To nie mógł być koniec, to był dopiero piękny początek.

Krótko przed 11 dotarliśmy do rzeki, gdzie był początek całego walecznego dystansu – pływanie.
Obserwowaliśmy zmianę „czerwonych czepków” żeby zorientować się jak to wszystko wygląda.

DSC_4454

DSC_4457

Ostatnie rozmowy, ostatnie słowa wsparcia i uśmiechy.
Gdy wszedł do wody już tylko biłam się z moimi myślami, które wracały do mnie niczym bumerang.
Widziałam, go w oddali, wypatrywałam, raz nawet udało nam się złapać wzrokiem i pomachać do siebie.
Patrzyłam na zegarek, kontrolowałam czas, normalnie bym powiedziała „jeszcze tylko 5 min do startu!”
Tutaj dzieliła nas jednak rzeka, więc nie mogłam już nic.

Godzina 11:45 start!

DSC_4492

DSC_4495

DSC_4500
Popłynęli z prądem? Pod prąd?
Pobiegłam ustawić się przy wyjściu z wody, żeby zrobić zdjęcia.
Patrzyłam na zegarek wiedziałam, że ok 20 min i znowu go zobaczę! 😉
Tak też było. Jednak za ciekawie nie wyglądał. Woda  była zimna, z pianką byłoby łatwiej.
Zrobiłam zdjęcia i pobiegłam na trasę rowerową.

DSC_4515

Stoję, wypatruję i się stresuję.
Białe kompresy, bluzka, żółto-biało-czarny kask.
Trzy szczegóły, które pomogły mi za każdym razem wyłowić wśród zawodników, mojego zawodnika.
Jego spojrzenie i uśmiech. Widziałam, że dodaję mu trochę otuchy. Uff jak dobrze, damy radę!

DSC_4529

DSC_4547

DSC_4548
uśmiech :))))
DSC_4532

DSC_4533

Czekając, aż Paweł będzie kończyć pierwsze kółko dałam kilka rad wolontariuszkom.
Nie były dobrze rozstawione, przez co zawodnicy nie wiedzieli jak jechać.
Orientowali się dopiero jak wchodzili już w zakręt, a to zdecydowanie za późno.
Tym bardziej, że była droga prosto i na lewo, jeśli ktoś miał do zrobienia drugie kółko to mógł być zdezorientowany.

DSC_4536
Wcześniej ta pierwsza wolontariuszka stała na chodniku po lewej stronie,
wtedy byli jeszcze kibice i w ogóle nie było jej widać..

Jedną ręką pokazuje zawodnikom, gdzie mają jechać, zastępując tym samym jedną z wolontariuszek.
W drugiej trzymam telefon, żeby zrobić zdjęcie jak Paweł pojedzie.
I jest! Znowu nie wiem jak to zrobiłam, ale go wypatrzyłam, a tak się stresowałam, że go nie zauważę!
Nawet się do mnie uśmiechnął, jest dobrze! I Merida daje radę, jeszcze jedno kółko i już stres rowerowy minie.

DSC_4541

Patrzę co chwilę do tyłu, czy już wraca i jedzie drugie kółko.
Jest, jest, jedzie, robię zdjęcia, uśmiecham się, łapie głęboki oddech, patrzę na zegarek, analizuję.
Z tyle minut, o tej godzinie, powinien znowu koło mnie przejeżdżać.
Patrzę i patrzę nie widzę nikogo z czerwonej i żółtej strefy! Jakaś luka była.
W końcu trochę „żółtych” nadjeżdża przyglądam się  kto jedzie i mówię do siebie.
„Ten chłopak był trochę przed Pawłem to niedługo pojedzie i on.”
„O jest ta dziewczyna, to zaraz będzie Paweł!”
Emocje co raz większe, serce wali jak szalone, gdy na horyzoncie pojawia się i on!
Wchodzi w zakręt i ostatnie metry na rowerze, odstawia go w strefie zmian i zostaje mu już tylko bieg.

DSC_4570
Zestresowana żegnam się z wolontariuszkami i biegnę w stronę mety.
Pytam się po drodze wolontariuszy, gdzie jest bieganie, czy to daleko, czy dam radę tam dojść.
Udało się! Poszłam zobaczyć na biegową trasę.
Zagmatwana była ta trasa. Jedni biegną w tą, drudzy w tą, jedni zbiegają inni jeszcze tam biegną.
Pogubić się idzie! I zawodnicy też się czasami zagubili, bo zamiast robić 2 kółko biegli w stronę mety i musieli się cofać..

W końcu się zorientowałam, pod mostem też biegną triathloniści!
Upatrzyłam sobie kogoś i analizuję.. biegnie pod mostem, zaraz gdzieś zakręca, biegnie do góry,
wbiega na most, zbiega, prosta jedna, zaraz zakręca i biegnie w drugą stronę koło mnie, czyli robi 2 kółko!
Jupi! Paweł pobiegnie tuz obok mnie, a ja obok niego!

Stres stres, stres. Analizuję.
Paweł o tej godzinie mniej więcej zaczął biec to powinien o tej koło mnie biec.
I jest ! Widze go ! Biegnie pod mostem!
Serce wali jak szalone. Puls podskoczył niemalże do 220.
Ledwo na nogach się trzymałam z tego wszystkiego, ale byłam taka radosna, że znowu jest niedaleko mnie!

DSC_4586

DSC_4594
Nie spodziewał się, że mnie zobaczy, ponieważ mówiłam, że na bieganie nie przyjdę.
A tu proszę! Niespodzianka! 🙂

DSC_4599
Marzyłam o tym, żeby biec koło niego chociaż mały odcinek.
I tak się stało!!!:)))) My wspólnie realizujemy marzenia co do jednego! Więc proszę!

DSC_4609

Zrobiłam zdjęcia i biegnę, śmieję się, mówię… 😀 Cała Magda 🙂
Tylko słyszę „nie tak szybko”, „zwolnij trochę” ale uśmiech na twarzy jaki radosny jest ! <3 🙂
On na trasie biegowej. Ja po nierównej trawie przy taśmie. Razem. Nasze biegowe triathlonowe 80m.

Pobiegł dalej, a ja miguśkiem biegnę ustawić się przy mecie!
Znowu sobie obliczyłam ile może biec i wypatrywałam go.

Tak około 20 minut czekania i jest!
Biegnie, ostatnia prosta do mety!
Stres dla mnie ogromny, robię zdjęcia, widzę jak przekracza metę.
Biegnę szybko, dalej, żeby wyhaczyć go w strefie zawodnika.
Patrzę, patrzę i go nie widzę..
Już się przestraszyłam, ze coś się stało, ale w głębi duszy czułam, że teraz już będzie wszystko dobrze.

DSC_4628

DSC_4630

DSC_4633

Idę kawałek dalej i w końcu go widzę, macham, wołam, żeby do mnie podszedł.
I tak jak zwykle radośni. Uśmiechamy się do siebie z daleka.
I w końcu mam, mam go w swoich ramionach.
Ja czuję szczęście, opadający stres i emocje których opisać się nie da.
Bardzo dumna z niego, ściskam go tak, że oddechu złapać nie może. 😀
On z wulkanem endorfin, uśmiechem na twarzy cieszy się, że jestem.
Mamy to. To był nasz wspólny bardzo wyjątkowy Triathlon.
Emocji, opisać się nie da. One pozostaną. W sercu. 😉

DSC_4641

Rola kibica jest bardzo ciężka. Dla mnie jest to zbyt stresujące.
Pierwszy raz w życiu naprawdę się strasznie stresowałam. Czym? Nie mam pojęcia.
Wiedziałam, ze Paweł ukończy triathlon z czasem ok. 2h:30min.
Nie będzie następnego razu. Na następny raz i ja wystartuję.
Paweł skończy być może szybciej i to on będzie czekał na mnie na mecie.
Ja wpadnę z uśmiechem na twarzy i pobiegnę od razu do niego. 🙂

IMG_20150712_144741

Triathlon Bydgoszcz. Poza małymi mankamentami impreza bardzo dobrze zorganizowana.
Gdyby mi Paweł nie powiedział, nie domyśliłabym się, że to pierwsza edycja tego triathlonu!
Chętnie wystartowałabym właśnie tam. Z perspektywy kibica – mogę polecić. 🙂

DSC_4659
DSC_4658

Zapraszam na fan page TRIathlete 🙂

Older posts Newer posts

© 2025 Strong & Fit Women

Theme by Anders NorenUp ↑